sobota, 30 sierpnia 2025

blisko dość

dla mnie to strasznie duży problem, i jeszcze ta obawa, że go stracę, tj. nie, że stracę jego jako realnego człowieka, ale że stracę go jako boga. tutaj nie chodzi o niego w ogóle, bo co z tego że ja bym mogła stracić tą relację jeśli bym się w jakimś sensie rozczarowała? no nic. nic by się nie stało wielkiego. nie mieliśmy kontaktu przez lata, to i nadal byśmy mogli go nie mieć, trudno. tutaj chodzi o coś głębszego – ja się boję, że stracę część siebie. ten człowiek mnie nauczył tak wiele... Boże, od nikogo nigdy nie nauczyłam się więcej, tzn. w takim pozytywnym sensie (dyskusyjne to właściwie, ale pozostańmy przy tym na razie), bo jasne że miałam też inne wzorce, rodzinne chociażby, to oczywiste, ale chodzi o to, że one były złe. On stanął w roli mojego ojca, tzn. ja go sobie na ojca wybrałam, zakodowałam sobie w głowie jako figurę świętą, godną podziwu, jako ideał człowieka, wzór do naśladowania. no i co z tym teraz? bosze, co teraz...

jest jeszcze jeden problem, albo ten sam właśnie, bo to się wszystko miesza, wszystko powiązane jest. nie wiem za bardzo jak to opisać. chyba chodzi o to, że jestem dorosła. no więc jestem dorosła i włączają mi się schizy, jakieś myśli głupie, że po co. tzn. chodzi mi o to, że po co dorosły mężczyzna ma się spotykać z dorosłą kobietą jeśli nie po to by rozwijać relację pod względem romantycznym. tutaj jest też jakiś konflikt u mnie, bo z jednej strony ja bym jakoś może i chciała (?) tzn. jakaś część mnie by chciała na pewno, zresztą zawsze w nim widziałam też mężczyznę (nie tylko boga ojca, poza tym to też akurat się u mnie miesza w jakiś specyficzny sposób i jest to powiązane), ale nie wiem właściwie czy to się da tak. zresztą ja nie jestem gotowa na związek, to oczywiste. nie wiem czy chcę boga, czy chcę ojca czy kochanka //może złe słowo, bo że samego kochanka to akurat nie bardzo, nie chcę "kochanka" ale mogę chcieć bliskości, w tym fizycznej, może też. albo może chciałabym fizycznej bliskości razem z tym wszystkim innym (jakim wszystkim i co to dla mnie znaczy w ogóle to też do przemyślenia w sumie, do doprecyzowania) nie wiem w jaki sposób by to miało wyglądać, serio.

jak rozmawialiśmy ostatnio, to wyłapałam moje słowa, tzn. On mówił moimi słowami, używał "moich" zwrotów, często powtarzanych słów... i przypomniałam sobie, że one przecież są jego (!) że moje słowa są jego słowami, że moje myśli w dużym stopniu też, że wartości moje, że mój światopogląd – że ja to wszystko zawdzięczam jemu. ten człowiek mnie w pewnym stopniu ukształtował przecież. jesu no!

(może z czasem coś więcej, jest tego dużo więcej, więcej emocji, więcej słów, więcej się stało, więcej wszystkiego, na razie mam ochotę spie*#olić, odreagować jakoś i *uj, nie potrafię w tej chwili pisać, no niezbyt tak). 

środa, 13 sierpnia 2025

martwe gwiazdy

żyjemy by udawać że żyjemy, by oszukiwać się każdego dnia. 

sens to kłamstwo, którym karmimy się, by nie umrzeć za życia. 

życie to absurd przecież, bunt przeciwko nicości, która niezależnie od naszych starań połknie nas i tak. 

samotność to wybór po części, a po części klątwa. 

ja nie wybieram, ja idę, bo stanąć to umrzeć jeszcze przed śmiercią. 

przed, zawsze przed, nigdy tam, nigdy w pełni, tylko w połowie, w szczelinach, gdzie nikt nie zagląda.

czuję ją, tak, czuję pustkę, która wlewa się we mnie jak atrament, jak tusz który plami mi duszę. być może samotność to jedyna prawda, reszta to dekoracje, tanie maski na balu, gdzie nikt nie tańczy. choć to taniec właśnie jest jedynym sensem, celem samym w sobie. czyż to nie piękny absurd? tak, ten absurd zwany życiem – czyż nie jest przerażająco piękny? 

czasami. bywa. bo bywa czasami.

...i tak w tej fascynującej grotesce bardzo łatwo zapominam, że nawet pod najciemniejszym niebem rozkwitają najpiękniejsze gwiazdy, a każdy krok w nieznane czyni mnie bardziej ludzką w obliczu absurdalności tego zamieszania. 

******

kolejny już raz: przeszłość odzywa się, ludzie wracają. 

qrwa, tęsknię za tą patologią. chociaż może nie tą konkretną, może za jakąkolwiek po prostu, tyle tylko, że ta akurat jest mi najbliższa, najbardziej znana (?).

bosze, tyle czasu minęło, a ja patrzę jak na dom.

środa, 6 sierpnia 2025

cisza i pamięć

nie chodziło o zwiedzanie, nie chodziło o pejzaże przecież. to miało być coś innego – coś w rodzaju eksperymentu na własnej świadomości. weszłam w to trochę z ciekawości, trochę z nudów, trochę z potrzeby powrotu do... korzeni? może bardziej z głodu, ale nie takiego, który da się zaspokoić chlebem, tylko tego drugiego – tego, który łapie za krtań, kiedy zbyt długo nie wydarza się nic, co by naprawdę dotknęło.

nie było biletów ani planu, nie było "po co" i "na ile". tylko to jedno słowo w głowie: żyj! tak po prostu.

szłam więc, czasem w milczeniu, czasem zbyt głośno. i zdarzało mi się patrzeć na ludzi jak przez cienką szybę, za którą nikt mnie nie słyszy, a ja ich wszystkich tak. słyszę was czasem za bardzo.

wtedy miejsca nie miały nazw. szło się tam gdzie wczoraj, tam gdzie się było ostatnio. noc była jak przeciągające się mrugnięcie, kiedy trochę widzisz, a trochę już nie, ale to bez znaczenia, bo nie dążysz do tego, by zobaczyć, a czuć. na początku jest przyjemnie, jak zanurzenie w ciepłej wodzie: wszystko mięknie, znika kontur, wszystko gładkie się staje.

a później, nagle – brak orientacji; choć może nie nagle, to wszystko zmieszane jest od początku, pozbawione jasnych granic. 

może nie ma "ja", są tylko wspomnienia, które nauczyły się poruszać jak ciało. że to one jedzą, rozmawiają, śmieją się nie na serio. że jestem tylko światłem w przezroczystym naczyniu, które zapomniało, że jest puste.

nie chcę się przywiązywać, więc zostawiam ślady. niedopowiedziane zdania, zapachy, gesty, które nie znaczą nic, a jednak coś znaczą (...) czasami coś się we mnie otwiera, jak okno, którego nikt nie zamknął, bo zapomniał, że będzie burza, i wtedy wchodzą te wszystkie obrazy – ciche, nieproszone – jak drżąca dłoń babci, spojrzenie kogoś, kto już nie patrzy, zapach "pokoiku" za łazienką, albo starej pralni w kamienicy Krzysia, w której słuchaliśmy muzyki (...) tak, wiem, to chyba już było, już o tym gdzieś pisałam. i wszystko znowu jest takie gęste, że nie da się oddychać inaczej niż przez sen.

czasami nie wiem, czy bardziej boli mnie to, co było, czy to, że już nigdy tego nie będzie, albo że nigdy nie będzie inaczej... ale uczę się nie dotykać tych miejsc – zostawiać ślady bez wracania. tak jak niektóre drzwi lepiej znać tylko od strony klamki, nigdy od środka. 

i znowu kłamię, jak zawsze, jak wszędzie – od każdej strony poznałam te "drzwi".

wtorek, 5 sierpnia 2025

oddech pustych wspomnień

gdzieś tam, za powiekami, jakieś chłodne naleganie, coś jak szepty kłamstwa, że muszę więcej, czuć więcej, być więcej... a jednak jestem, nadal jestem i oddycham. hałasem myśli oddycham, oddycham marzeń ruiną, ale idę dalej, gdzieś dalej, chociaż boję się, że puste półki pamięci pękną i zaleją mnie, zatrują mnie nicością. zdrajczynią jestem przecież, oszustką i grzesznicą, a mimo wszystko tą, która wciąż żyje, wciąż oddycha. 

czasami mam wrażenie, że może jakoś go chroniłam (?) może coś poczuł, nie wiem, może domyślił się. przecież tak bardzo chcę, żeby ktoś to zobaczył, a jednocześnie nie chcę, żeby ktokolwiek widział (...) i tak docieram do momentu, kiedy wszystko znowu się wycisza, a ja zostaję sama z myślami, które są jak stare wyblakłe zdjęcia rodzinne, pełne dziecięcych uśmiechów i łez, rozsypujące się pod dotykiem czasu.

właściwie wszystko mogło się wydarzyć tylko po to, żebym dziś miała o czym nie pisać. tylko że każde nienapisane słowo i każdy niespełniony sen, po czasie krzyczą we mnie, tak jakby chciały przypomnieć, że istnieje coś więcej. może to nie do końca ból, a nawet jeśli, to przecież NIE TYLKO on, ale i nadzieja, bo ona, mimo wszystko, zawsze krzyczy we mnie głośniej, krzyczy bardziej.

sobota, 2 sierpnia 2025

do f.

dla tej, która udaje, że nie pamięta, że z czasem zapomniała, o co jej chodziło.

(...) rozpisują, oznaczają, przypinają gdzieś na ścianach, na lodówkach – post-it, mapa, lista, afirmacja, jak kiedyś te moje karteczki w krateczki, zastąpione z czasem czymś mniej fizycznym, bardziej wirtualnym, jak wszystko inne – pamiętniki, zeszyty – fizyczne wyznaczniki wirtualnymi się stały. // myśl pozytywnie, planuj, działaj. rób coś, cokolwiek, żeby nie zwariować.

właściwie wystarczy tylko, że nie uciekniesz. nie musisz przecież robić czegokolwiek, znaczenie ma to, czego nie zrobisz.

kolejny raz: przeszłość odzywa się, ludzie wracają. //realnie, wirtualnie, na każdym kroku. to dość nietypowe chyba, dziwne to jest.

bosze, jak mi brakuje tej specyficznej głupoty, i chyba głównie dla niej to wszystko, każdy wysiłek dla niej // lub dla WOLNOŚCI w TEJ właśnie GŁUPOCIE – tak jakby jedno było synonimem drugiego.

mój cel rozlał się na wszystko inne, i nie ma już granic, niczego poza nim.

wtorek, 29 lipca 2025

za.słony

...i znowu stoję na skraju, tam gdzie ulica zapada się w błoto. nie to błoto, co wczoraj, nie to, co w snach, ale takie, które lepi się do palców, do myśli, do obrazu tego czym chciałam być, a nie byłam. byłam. albo jestem, lub (...) błoto puchnie jak żywe, jak oddech starego domu, jak klatka i schody, które pamiętają kroki moje zanim je zrobiłam. dom, który szepcze: choć i popatrz, Martuś, wróć! a ja stoję tu gdzie stoję, bo gdzie indziej (?) gdzie mam, qrwa, stać?! więc idę, nie idę, droga jest, ale jakby nie moja, jakby wybrana przez kogoś, kto znał mnie lepiej niż ja samą siebie znam. cegiełki, kamyczki, wszystko się rozpada, a ja układam, i na nowo układam, jakbym mogła poskładać siebie z tych kawałków, jak z potłuczonego lustra, co odbija nie mnie, tylko cień, który mówi: jesteś, jesteś, JESTEŚ! i po co to wszystko, jak ten krzyż, co go dźwigam – tak, ten wybrany, ten ukochany, ale czy mój? czy naprawdę mój? no qrwa, mój! – tak myślę, tak też mówię. tak bardzo mój, jakby ktoś mi go wcisnął w ręce, zanim zapytał czy chcę.

…a w oknie, tam, na końcu ulicy, gdzie czas się zwija i wraca do początku – jakiegoś praPOCZĄTKU, początku nieokreślonego, stoi ON. nie Bóg, nie Szatan, nie JEGO twarz, którą kiedyś bałam się zobaczyć, tylko coś, co patrzy i wie. wie, że kłamię, że udaję, i że piszę.

…i ten zapach, coś jak cola, jak kurz, papierosowy dym. zapach, który unosi się z podłogi pamiętającej każdy mój upadek, i z lustra pamiętającego każdy mój krzyk. te same ściany, okienne szyby, choć one może już inne, lecz kształt okien ten sam. kurz chyba tańczy, wraz z tym zapachem, może coli, może kawy, papierosowego dymu.

dialog, jakiś dialog. z kim? ze sobą? z NIM? z tym, co patrzy z okna? może z lustra? chyba mówi: zaufaj mi, proszę. – (nie) potrafię – odpowiadam. – no chodź, to tylko droga, to tylko być. i śmieje się, qrwa, śmieje, albo ja się śmieję, bo może ja, może on, a może śmiejemy się razem, bo to takie proste, takie głupie, takie prawdziwe. nie wiem, nie wiem, nadal nie wiem, ale idę, bo droga jest, bo musi być, bo inaczej to wszystko, ten kurz, ten krzyż, te kawałki lustra – to wszystko na nic.

może to koniec

albo nie ma końca

jest tylko błoto i kurz

********

(przeszłość odzywa się, ludzie wracają)

wtorek, 22 lipca 2025

i po co

jak często zaczynam od nic. nic się nie zaczęło. nic się nie zmieniło. próby były. próby są. próby będą. wiadomo. wiadomo. ależ wiadomo. to tylko tak, żeby nie zwariować – kompletnie. "zwariować kompletnie" co to w ogóle znaczy (?) głupi tekst.

udawanie

że coś się jeszcze...

no

bo przecież trzeba

mieć jakiś cel

czuć jakiś sens 

i coś tam i jeszcze coś

jakieś dziwne uczucie kilka razy pojawiło się ostatnio, się stało, że w dziwnym stanie dziwne uczucie, coś na granicy przeczucia, jasnowidzenia nawet. nie do opisania słowami, jak to zazwyczaj bywa w przypadku tego co opisywać warto.

lub nie.

...i może jest coś więcej, o Boże.

później mijają godziny, i jeszcze godziny, i godziny kolejne, i człowiek nadal żyje, nadal z tym samym lękiem, tymi samymi błędami, od lat dźwiganymi niczym krzyż jakiś, nie jakiś właściwie, a swój osobisty, indywidualny, niepowtarzalny, wybrany, ukochany...

nie przez przypadek, albo przypadek właśnie, przez ten system biologiczny, co działa sam, tak po prostu, niezależnie od woli i (tylko że z tym też się nie zgadzam do końca, jak ze wszystkim innym, i ze wszystkim się zgadzam po części).

świadomość to błąd konstrukcyjny być może, albo nie że błąd, a przypadek.

********

tęsknię za (...) choć pewnie trochę inaczej niż inni tęsknią (za kimkolwiek i czymkolwiek). zawsze miałam wrażenie, że nie rozumiem tego słowa, albo nawet nie że nie rozumiem w sensie czysto pojęciowym, intelektualnym, ale że – no właśnie – nie czuję tego w ten sposób, w jaki rozumiem że inni czują. ja nie odczuwam tęsknoty, odczuwam tylko brak

********

nie wiem gdzie miałam dojść, nie wiem po co

i kto to wymyślił, albo... no nie, to ja wymyśliłam, ja dążyłam, i chyba nawet wiem gdzie, może też wiedziałam po co, bo kiedyś chyba wiedziałam, a później z czasem zapomniałam i z przyzwyczajenia, z wyuczonych, głęboko zakorzenionych schematów, dążyłam dalej do (...) i uznałam może, że gdzieś się dochodzi, że istnieją takie "dojścia" :) zwycięskie, dające szczęście niewyobrażalne, z samego takiego "że jestem tu" (nie kwestionuję że można, choć to sarkastyczne trochę, ja wiem, ale szanuję akurat wyjątkowo pewnych ludzi, lub pewne postawy, bo nie samych ludzi, a ludzkie postawy, tylko że nie rozwinę w tej chwili i nie znajdę odpowiednich słów, zresztą nie o tym chciałam). 

nikt nie mówi że nie można

ani że można po prostu nie

niedziela, 29 czerwca 2025

wszystko

wszystko bez znaczenia i wszystko coś znaczy. wszystko już było i wszystko będzie. wszystko nieprawda i wszystko prawda. wszystko prawda i wszystko nieprawda. nieprawda, prawda. nie, prawda. wszystko. 

poniedziałek, 2 czerwca 2025

konieczna cecha zmiany

KRYZYS.

nie chcę już, to nic nie daje. to dobrze że nie chcę, nie potrzebuję. z przyzwyczajenia poszłam do (...) tylko zaglądnęłam, zerknęłam, szukając wzrokiem tego czego nie chcę, czegokolwiek z... tak było wczoraj, tak było dzisiaj, i to samo uczucie: czegoś w rodzaju rezygnacji – że odpuszczam to sobie, a odpuszczam dlatego że na tyle mi źle, że nie widzę szans na to, aby TO miało cokolwiek naprawić. w cudzysłowie oczywiście "naprawić", bo że nie naprawia to niczego i że nigdy nie naprawiało, to jasne przecież od zawsze, ale że dawało jakiś rodzaj ulgi, wytchnienia, odpoczynku i resetu przede wszystkim, to inna sprawa. nowa-stara nadzieja, nowe-stare plany, nowe życie, które będzie kiedyś tam, do którego dojdziesz, jeśli dojdziesz, etc. no i nie ma tego już. nieważne stało się to, że pozwoliłam sobie na to, na co powinnam za dni ileś tam dopiero, nieważne że zbyt wcześnie, bo wszystko co w danej chwili pomaga, a szkodzi w stopniu mniejszym niź TO co szkodzi mi najbardziej, jest lepszym wyborem, zdecydowanie mniejszym złem, jak już kiedyś pisałam, od ZŁA (mojego) GŁÓWNEGO, zawsze więc powinno pierwszym wyborem być. jeszcze niedawno, tj. zazwyczaj, prawie zawsze, odreagowałabym to na co pozwoliłam sobie, nie pozwoliłabym sobie uznać że pozwalam, przejść nad tym do porządku dziennego, zaakceptować jako część "słusznej" drogi. musiałabym wrócić do ustawień fabrycznych ;D reset konieczny by był. nie czuję tego kompletnie, zbyt wiele straciłam, za bardzo się boję. nie ma sensu, naprawdę nie dostrzegam w tym sensu, możliwości samopomocy tym sposobem akurat. straciłam coś. coś. właściwie teraz czuję się bardzo dziwnie, to jest mieszanka wyjątkowo – jak na mnie wyjątkowo – DEPRESYJNEGO poczucia rezygnacji, poddania się, odpuszczenia i braku jakichkolwiek perspektyw, nadziei (?) że coś może mi pomóc, (tzn. pomóc w danej chwili, w formie odreagowania, poprawy stanu na już, teraz), a z drugiej strony to TO WŁAŚNIE daje mi jakieś nieokreślone poczucie... chyba zbliżone do wolności, bo odpuściłam sobie, o Boże, odpuściłam sobie!!! jest mi tak źle, że pozwoliłam sobie wyjść z więzienia własnych schematów, porzuciłam je, bo nie potrafiłam znaleźć żadnych plusów zastosowania tych samych mechanizmów, nie spodziewam się że zadziałają, a wręcz całą sobą czuję jak bardzo mi zagrażają, że mogą zabić mnie. nie jest to żadne wielkie odkrycie, niby mam świadomość tego od zawsze, ale z biegiem czasu coraz bardziej to czuję. w gruncie rzeczy z tego konkretnego stanu //kryzysu// depresji, beznadziei, zrodziła się jakaś dziwna forma NADZIEI właśnie. NOWEJ NADZIEI.

nie pierwszy raz doświadczam czegoś takiego, ale nie zdarzało się to też zbyt często – dwa lata temu ostatnio (kwiecień 2023). 

wtorek, 20 maja 2025

nie działa

nie resetuje qrwa nie tak jak trzeba nie tak jak wiadomo jak powinno nie da się planując jednak nie da się kontrolując to akurat gdyby się dało nie byłoby problemu przecież qrwa qrwa qrwa no niestety nie tak nie tędy droga *uj

wtorek, 13 maja 2025

się nie bój

nigdy niczego innego nie chciałam, nie marzyłam o niczym innym. nigdy do niczego innego nie dążyłam, nic innego celem moim nie było. niczego innego nie było, niczego nie ma i prawdopodobnie nigdy nie będzie. nie ma innej drogi, tzn. są drogi inne, ale dla innych. inne drogi innych ludzi, nie moje. tylko żeby mnie przestało boleć, żeby przestało, no i żeby się udało, żebym nie zrobiła sobie krzywdy większej, żeby już nie, już nie, już wystarczy. jeszcze może być dobrze, jeszcze będzie dobrze, wszystko. nie potrafię pisać o wielu rzeczach, niestety. może kiedyś, w innym stanie, daleko od tego co (...) może tam dokąd idę pozwolę sobie na więcej. wiem za czym tęsknię i czego mi brakuje, a wszystko to już było, co zwiększa szanse na to że i będzie. wiem jak dużo złego zrobiłam, albo jak dużo zrobili inni, tylko że o tym akurat nie trzeba myśleć, nie powinno się nawet. dobrze by było wybaczyć, w tym sobie, albo głównie, nie że zapomnieć, ale wybaczyć, i dbać o to by nie popełniać tych samych błędów już, tych samych grzechów, tych samych krzywd. kochaj siebie.

niedziela, 11 maja 2025

tylko

boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się boję się... słownik mi podpowiada że siebie, albo tego, albo zostawić, zadzwonić //nigdy nie pisałam że boję się gdzieś dzwonić xD gdybym potrafiła wyrazić to słowami, tylko że nie potrafię w tej chwili. nie chcę się bać, nie chcę się bać, nie chcę się bać, nie chcę, nie chcę, nie chcę, nie chcę nie chcę nie chcę nie chcę to już wszystko prawie prawie prawie prawie prawie prawie prawie że (...) PROSZĘ proszę proszę 

czwartek, 3 kwietnia 2025

do domu

żeby to jeszcze było coś zdrowego, albo chociażby dla zdrowia obojętnego, żeby to były tego rodzaju zachowania, ale ja się zabijam przecież. nie wiem co robić, no nie jest zbyt dobrze, to oczywiste, chociaż mogłoby być gorzej, ja wiem, zresztą pisałam to wiele razy, mimo wszystko... k*rwa no, Marta! 

jakaś głęboka rozmowa, no wiesz, z kimś kogo interesujesz nie tylko jako kobieta, ale ogólnie jako człowiek; z kimś, kto by mógł cię zrozumieć choć trochę, właściwie to chyba nawet z podkreśleniem że trochę, bo jak to będzie trochę więcej niż trochę to tym bardziej uciekniesz, wiadomo. tylko że mi się nie chce rozmawiać z większością ludzi, zresztą nie mam też zbyt wiele bliskich osób, tzn. prawie nikogo bliskiego nie mam, z mojej winy oczywiście, żeby nie było że to z innymi jest coś... oj tam, to nie powinno być ważne w tej chwili. 

myślałam by napisać o kłamstwach, całej liście kłamstw, moich kłamstw, i o tym że nikt mnie nie zna tak naprawdę, ale to też bez znaczenia. to nie jest czas na to by zawracać sobie tym głowę. zostaw to wszystko – wszystko i wszystkich. idź.

środa, 2 kwietnia 2025

lament

nigdy sobie nie odpuszczę, nigdy nie uwolnię się, nigdy sobie na to nie pozwolę. nie wiem już co robić, co by mi pomóc mogło, lub raczej na jaką pomoc jestem gotowa, na co się mogę otworzyć. jesu, jak mi źle w tej klatce, w tym więzieniu, ale jednocześnie jak bardzo się boję zostawić to wszystko i wyjść. muszę dojść do (...), nie potrafię inaczej, jak to mnie męczy, qrwa no... ale inaczej się nie da, niestety, przynajmniej nie teraz, nie w najbliższym czasie, o ile kiedykolwiek w ogóle. znam siebie przecież na tyle by wiedzieć że nie potrafię, że mój mózg działa w taki a nie inny sposób i cokolwiek bym nie zrobiła wracam do punktu wyjścia, że nie mogę (nie potrafię) inaczej zaakceptować siebie, tzn. czegokolwiek "zaakceptować", przyjąć i uznać za część życia (wręcz), że wszystko musi być zaplanowane, krok po kroku "osiągane", że wolność ma być wypracowana, ma być osiągnięta (właśnie), ma być sukcesem, nagrodą za czas męczarni, niewoli. błędne koło, o bosze... 

TYLKO ŻE NIC WIĘCEJ NIE MAM

i NICZEGO INNEGO SIĘ NIE CHWYCĘ

próbowałam i nie da się, NIE MA MNIE, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, TYLKO TO MNIE TWORZY, nie ma(m) niczego poza TYM. nie istnieję bez TEJ DROGI, poza nią, NIE MA MNIE. muszę się tego TRZYMAĆ. 

ps //tytuł, że LAMENT... się zastanowiłam przez chwilę; kojarzy mi się głównie z wierszem J. Morrisona, który zaczynał się słowami: opłakuję mojego kutasa, obolałego, ukrzyżowanego... xD pamiątka po tacie, czytałam te książki gdy miałam 12-14 lat; tak w ogóle to ja ten "wiersz" znałam na pamięć, uważałam że jest dobry, dzisiaj mam trochę inne zdanie już :) chociaż nie, to chyba ja kupiłam tę książkę (!), tzn. tą konkretną z tekstami, po przeczytaniu kilku innych, które były po ojcu.

No One Here Gets Out Alive //ta pierwsza była

no dobra Martuś, trzymaj się tych swoich "planów", bez sarkazmu żadnego, skoro musisz (a musisz), skoro innej drogi nie widzisz (a nie widzisz, na żadnej innej nie odnajdziesz się), to idź tą, która TWOJĄ jest. wszystkiego najlepszego, oby się wszystko udało, oby było tak, jak chcesz aby było. będzie dobrze, być musi //już to kiedyś pisałam, prawdopodobnie wiele razy, jestem optymistką, mimo wszystko. naprawdę lepiej mi już. 

(i jak zawsze) DZIĘKUJĘ.

poniedziałek, 31 marca 2025

tytuł jakiś

...żeby coś powiedzieć na koniec i przed początkiem (tym akurat). w ostatnich tygodniach nie było zbyt dobrze, wpadłam w wyjątkowo długi ciąg autodestrukcji i bardzo trudno mi było go przerwać, nawet trudno mi było wyobrazić sobie że mogłabym, co miałabym innego robić, czym innym się zająć. no i jak odbudować motywację, nadzieję, chęć, znaleźć coś, czego mogłabym się chwycić. właściwie to nie wiem czy znalazłam, być może. tzn. nie do końca, ja wiem. mam pełną świadomość tego, że to wszystko jest wymuszone, że to jakieś zastępcze cele, ale nie widzę innego wyjścia w tej chwili, nie chcę się zabić, bosze. właściwie to potrzebuję czegoś, może kogoś, tzn. ja wiem czego potrzebuję, albo czego głównie w tej chwili, albo raczej za chwilę, chwilę dłuższą, bo ponad wszelkimi potrzebami jest potrzeba odpoczynku, odcięcia się, regeneracji, a regeneruję się w samotności, to oczywiste akurat; choć to też zastępcze coś tam, ale jednak potrzeba (tzn. to, co za chwilę jest zastępczym "czymś tam", regeneracja nie jest formą zastępczą czegokolwiek, chociaż jako schemat może być formą ucieczki też). ta "niewielka" potrzeba, ta na trochę później przełożona, jest łatwą do zaspokojenia, jedną z tych najłatwiejszych, chociaż nadal niezaspokojonych (chwilowo niezaspokojonych, bo się zdarza zaspokoić coś tam z doskoku), chociaż moje oczekiwania wzrosły, jeśli o tym mowa, moje wymagania, mimo wszystko to powinno być łatwe i tak. boję się, siebie się boję, ogólnie się boję, muszę przekierować uwagę na coś, kogoś, coś płytkiego (tj. relacje mają być specyficznie głębokie, zawsze, z podkreśleniem że "specyficznie", ale to z mojej strony płytkie i tak). na razie to... sobie filmy pooglądaj, seriale, pobaw się AI, czy coś. odpocznij, błagam. 

wtorek, 4 marca 2025

kropelki

nie mogę nie być tym kim być chciałam

nie ma "trójki" już (nie chce mi się, nie interesują mnie, znajdę sobie inną za jakiś czas, zresztą to nie TEN czas, potrzebuję spokoju by wycofać się, skupić na sobie)

nie boję się, mam wszystko gdzieś (poza wizerunkiem być może)

albo boję się tak bardzo, że wybieram (...)

prawie nic nie czuję

prawie nic nie cieszy mnie 

prawie nic nie interesuje 

i prawie nie wierzę już, że...

nie no, nie dokończę tego

nie chcę myśleć w ten sposób 

trzeba się wygrzebać STĄD.

PS motywacją powinno być ŻYCIE

np. wiosna, muzyka, "trójki", palenie, picie

(ofiarowałam sobie nadzieję i cel, zmotywowałam się, serio :))

piątek, 28 lutego 2025

trójka

nie do końca "podobają" mi się, nic mi nie dają szczególnego, nie to czego bym chciała, na czym zależy mi... e tam, a tam, e tam, a tam, eee taaam, ooojjj taaam, taaadaaam! mam trochę inne potrzeby jednak.

czwartek, 27 lutego 2025

obrazki

nie, jednak nic nie wiedzą, nic nie widzą, poza kreacją, rolą. to wszystko jest moje, ale to nie ja. chociaż z drugiej strony to czym jest ja? czym ja jestem? tzn. chodzi mi o to, że chyba nie tylko tym czym nie chcę być, zbiorem tego, czego w sobie nie lubię, czego nie akceptuję, z czym walczę, czego się wstydzę, etc. to ma być ja? bo skoro tamto co w sumie lubię, jest kreacją, rolą (bo w dużym stopniu jest, nie jest to postawa w pełni naturalna, jest świadomie przyjmowana, przedstawiana i "odgrywana" właśnie), to to czego nie lubię jest niewymuszone -> znaczy prawdziwe -> znaczy naturalne -> znaczy jest częścią mojej prawdziwej natury? przecież to też bez sensu, to też niezdrowe i błędne (wydaje mi się), nie mogę przecież zakładać, że tylko zło jest we mnie naturalne, że słabość, że choroba. no właśnie – choroba. to żadna natura, to zaburzenie. to, co w sobie lubię, jak i to czego nie lubię, jest zaburzeniem, chorobą jest.

********

...a tak poza tym to z tych teraz i w tej chwili ja chyba najbardziej koleżankę lubię.

czwartek, 20 lutego 2025

oczywiście o niczym innym nie myślę

wg pewnych ludzi. 
ktoś inny powiedział że jestem mordercą i że nikogo poza sobą nie dostrzegam i że szukam potwierdzenia własnej atrakcyjności (?) w oczach ludzi którzy atrakcyjni mi się wydają (atrakcyjne dla mnie cechy, skłonności, zachowania, też będą specyficzne i potwierdzające wartość moją – to już dopisałam sobie sama). poza tym czy ludzi w większości, tak ogólnie, pociąga człowiek jako odrębna niepowtarzalna jednostka, czy jednostka w odniesieniu do "ja", albo czy podniecenie wywołuje obiekt, czy stosunek obiektu do... bo może w gruncie rzeczy obiektem jest ja w odniesieniu do innych, lub ja odbijające się w oczach innych? możliwe że nic innego w ludziach nie widzę. no ale co widzą inni, czego inni szukają? kobiety, czego szukają kobiety – chodzi mi o płeć żeńską przede wszystkim, bo wydaje mi się że seksualność kobiet może być bardziej narcystyczna (?) tak ogólnie, z założenia (choć może się mylę). mężczyźni na pewno skupiają się bardziej na obiekcie, tzn sam obiekt wywołuje podniecenie, ale jak jest z kobietami? 
ktoś jeszcze inny powiedział ... dobra stop. ja i tak się wycofam na dłuższą chwilę, mam taki zamiar i taką nadzieję – na chwilę za chwilę. no i oczywiście, że podoba mi się obrazek który panu przedstawiłam. tzn państwu, bo nie tylko panu i nie tylko panom, ładny, prawda? oj, jak ja się cieszę, że się wam podoba, jak ja się cieszę, że się mi podoba. dziwne jest to, że w wielu różnych oczach odbijam się różnie i w większości odbicia te lubię, i wszystkie one są prawdziwe, choć różne, jak kawałki potłuczonego lustra, ale w każdym z nich odbijam się ja. prawie zapomniałam już czego w sobie nienawidzę, dlaczego nienawidzę i za co nienawidzę. na co dzień nie pamiętam, nie myślę o tym zazwyczaj, chociaż gdzieś głęboko czuję, bo inaczej nie krzywdziłabym siebie przecież, nie zabijała się. przepraszam, jesu, PRZEPRASZM. jestem ładna, mądra, wrażliwa (to głos narcyza czy mój? w sumie nie wiem), wydaje mi się, że wiele cech w sobie lubię, że wiele można we mnie lubić i cenić, że ja dostrzegam swoje zalety i jakieś dobro nawet widzę (czasami) ... więc skąd to wszystko, dlaczego? tzn. jasne że wiem "skąd" i "dlaczego", nie jestem głupia przecież, znam swoją historię, tylko dlaczego nie potrafię tego przerwać, naprawić, polubić siebie, pokochać, wybaczyć, czy nie wiem co jeszcze, co ja powinnam? bosze, przepraszam Martuś, wybacz. przepraszam za wszystko co ci zrobiłam i za wszystko czego nie zrobiłam, może kiedyś pomogę ci, może kiedyś pozwolę sobie pomóc. 

każde życie kończy się śmiercią, wszystko bez sensu jest i tak.

piątek, 31 stycznia 2025

pięknie

a l e ż w s z y s t k o s p i e r d o l i ł a m 

nie mam ochoty się starać 

w tej chwili 

sobota, 18 stycznia 2025

jednak być musi

powiedziałam żeby się do mnie nie zbliżał. no może nie tak dosłownie, innych słów użyłam raczej, ale jednak. nigdy nikomu niczego nie obiecałam, przynajmniej nie bezpośrednio, nie wprost, chociaż moje zachowania sugerować mogą "coś tam". ojej! (albo) oj tam, sobie sugerować mogę cokolwiek chcę, trudno. trzeba słuchać co kto mówi, ze zrozumieniem słuchać, czytać, patrzeć i dostrzegać cały obraz, historię. ludzie nie zmieniają się z chwili na chwilę, nie zmieniają się dla kogoś, ze względu na, czy pod wpływem uczuć jakichś wielkich, jakich nigdy wcześniej nie przeżyli, nie doświadczyli, nie poznali. nie no, właśnie nie – przecież w tym nic nowego, wszystkie uczucia i emocje są mi w pełni znane, albo na tyle znane na ile mogły poznane być. chodzi mi o to, że nic nikogo w dorosłym życiu nie zaskoczy już, niewiele się może zmienić w człowieku w pełni już ukształtowanym, dlatego właśnie wspomniałam o historii, na którą dobrze by było zwracać uwagę (ja zwracam zawsze, to się dzieje tak po prostu, dzieje się samo; bardzo dobrze czytam ludzi, nie muszę jakoś wysilać się), to coś w rodzaju: poznaj przeszłość jednostki a i przyszłość przewidzieć możesz. znałam wielu "fajnych" ludzi i byli w moim życiu ludzie dla mnie w jakimś stopniu "ważni" i w jakimś sensie "bliscy" i mogłabym przecież już dawno (...) gdybym sobą nie była (no właśnie, w tym sens).

tak na marginesie: znajoma, można powiedzieć że koleżanka wirtualna, osoba, którą znam od lat i którą lubię, zdiagnozowała mi ostatnio os. h. tzn. sobie też zdiagnozowała, tzn. jej zdiagnozowali inni, a ona mnie ;D i jak tak sobie o tym pisałyśmy, to w sumie się zgodziłam z większością i pod wszystkim (prawie) się podpisałam. sporo jest zbieżności z n, tylko że ja wiem co mną (głównie) kieruje. zresztą... jestem niepowtarzalną mieszanką cech, skłonności, zachowań, jak każdy, nikt nie jest tylko diagnozą. też mi odkrycie. tak sobie tylko piszę.


potrzebuję 

(sporo) 

czasu 

by wrócić 

do "SIEBIE"


sobota, 11 stycznia 2025

że

boję się że to się nie skończy, a jednocześnie boję się, że skończy się

boję się życia bardziej niż śmierci i boję się, że nie przestanę się bać

tylko że to się nie nadaje na koniec, coś jeszcze, coś innego być musi

...a zresztą, to nie jest koniec i tak