długo nic nie pisałam, jakoś tak jest dziwnie. nie wiem od czego zacząć i nawet do końca nie wiem co dokładnie chcę napisać. możliwe, że zdecyduję się zamknąć wszystkie konta fifikse. chyba chciałabym zakończyć ten etap, nie wiem. powstrzymuje mnie głównie pamięć o tym, co było ponad dwa lata temu, kiedy po stosunkowo niedługim czasie bardzo żałowałam tego kroku. wróciłam. zaczęłam od nowa tworzyć to, co w jednej chwili zniszczyłam. wtedy, pamiętam, po "powrocie", opisałam to dokładnie - jak bardzo chcę być fifi, jak bardzo potrzebuję, jak bardzo muszę nią być. obiecywałam sama przed sobą, że nigdy więcej już nie ucieknę w ten sposób, że nigdy więcej tego nie zrobię. tak na marginesie: muszę znaleźć ten wpis, muszę go kilka razy przeczytać, spróbować poczuć to, co wtedy, może to mi pomoże jakoś ukierunkować się, podjąć decyzję, na razie nie jestem pewna, jeszcze nie wiem co zrobię. nie będę się spieszyć, nie muszę, to nie jest jakaś nagła myśl, nie będzie to też raczej pochopna decyzja, nie chciałabym aby była. mimo wszystko czuję, że fifi nie jest już tą którą była, tzn. że ja nie jestem już nią, albo może że nie chcę już być, nie wiem sama. chodzi też o to, że od dłuższego czasu fifikse praktycznie nic nie daje mi, tzn. nie karmi mnie w żaden sposób. może to o to chodzi GŁÓWNIE (?), a jeśli o to, to oczywiście może mieć niewiele wspólnego z samym nickiem, z poczuciem tożsamości jako takiej, a bardziej z interakcjami, które w sumie u mnie bardzo mocno na poczucie tożsamości wpływają, ale zostawmy to na razie. faktem też jest, że fifi od dłuższego czasu nie utrzymuje relacji z ludźmi, którzy jakoś "karmiliby" ją. nie ma żadnej dla niej ważnej relacji, tzn. żadnej aktywnej ważnej, z kimkolwiek kto interesowałby ją. nie ma żadnego ważnego miejsca, miejsca które byłoby dla niej znaczące, które byłoby sceną idealną. nie ma idealnej sceny i nie ma znaczącej widowni, nie ma przed kim grać, nie ma przed kim popisywać się. (...) wydaje mi się, że jest coś jeszcze, tzn. w sensie takim, że są jakieś inne przyczyny, coś o czym nie mówiłam, ale... kurwa no! boję się że będę żałować.
nawet na blogu od dawna nie piszę, nie pisałam. czemu miałabym pisać, skoro to blog fifikse, a ja "nie jestem nią" (?) ja żyję realnie, ona wirtualnie... a że coś zjebałam? warto wspomnieć? to przykre. przykre, no tak. od dawna nie było "ostatniego dnia umierania" (...) niestety jest, trochę już było, a SZŁO MI KURWA ZAJEBIŚCIE DOBRZE. oczywiście to sukces duży, tak czy inaczej, nigdy jak dotąd większego sukcesu nie było. będzie dobrze i będą sukcesy większe, ja w to wierzę i ja to wiem. nie mogę myśleć inaczej, nie myślę i nigdy inaczej nie myślałam. ostatnie miesiące pokazują, że potrafię, że mogę.
czego ja tak naprawdę chcę?
kim ja być chciałam?