niedziela, 14 grudnia 2025

w.końcu

to tak jak np. siedzenie gdzieś w poczekalni. nie wiem skąd to skojarzenie, ale niech będzie takie. krzesła są plastikowe, zimne, i ciągle poprawiam włosy, bo ktoś może wejść. albo nikt. chyba nikt. chyba nie obchodzi mnie to. nie obchodzą mnie obcy ludzie. nie poprawiam więc niczego, w dupie mam to czy ktoś przyjdzie czy nie, ale przecież nie mogę tak siedzieć nie myśląc o niczym, nie mając planu, celu, czegokolwiek, nie wiem... ktokolwiek by nie wszedł usiadłby obok mnie. 

...a może ta poczekalnia to wcale nie jest poczekalnia, tylko wnętrze mojej głowy, a te krzesła są zrobione z czegoś miękkiego, więc to nie krzesła, to raczej fotele, a to, co miękkie kiedyś było twarde, ale teraz się poddaje pod ciężarem, naciskiem czegoś (z zewnątrz? wewnątrz?), kogoś. raczej kogoś. zastanawiam się, czy jeśli on wstanie, to zostanie odcisk, taki jak w materacu po kimś, kto nigdy tam nie siedział.

światło mruga. nie, nie światło, to powieki mrugają, ale w jakimś obcym rytmie, jakoś obco, trudno to opisać. czuję zapach – słodki, mdlący, trochę sztuczny, ale ładny, może to ep, chyba. 

może on też jest żywy, albo też jest martwy, może jest taki jak ja... nie, to niezbyt prawdopodobne akurat. obserwuje mnie i tyle. lubi. aż tyle. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz