poniedziałek, 15 grudnia 2025

samotnia

oczy zamknięte, ale nie ze snu, tylko z przeciążenia. jakby spojrzenie mogło jeszcze coś zmienić. nic nie zmienia. światło kładzie się cienko jak oddech osoby, która właśnie zrozumiała, że nie ma po co oddychać. chcesz wstać, ale przecież nie ma powodu by przejść do innego kąta tej samej ciszy. czas rozciąga się jak błona między dniami, przezroczysta, drżąca, ale silna, odporna, nigdy nie pęka, nigdy nie znika. samotność chodzi własnymi drogami, trochę jak kot – niby swoja, niby obca, czasem przemyka pod nogami, zaczepia puszystym ogonem. obok zapach zimnej kawy, nieumyte okno, kurz na parapecie. czy to, że wiesz, że żyjesz sam, znaczy, że jesteś sam? czy może samotność potrafi pełzać za tobą krok w krok, kleić się do skóry nawet wtedy, gdy ktoś śpiewa w łazience dwa metry dalej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz