przez strach, poddanie, albo przez zwyczajne "nie chciało mi się" (to przecież tak duży wysiłek). bosze, jak bardzo brakuje mi (...) takie ładne gwiazdki, gwiazdeczki. pamiętasz, że wtedy było mi niedobrze? że prawie zemdlałam, na serio. pamiętam to, jakby to było wczoraj. jak weszliśmy do tej łazienki, twojej - znaczy, tej, którą ty wtedy miałeś. dziwne, jak bardzo żywe są niektóre wspomnienia, podczas gdy inne rozmywają się w czasie. trochę śmieszne, że teraz mieszkam niedaleko, no, właściwie od dawna, i kiedy przechodzę tamtędy, chociaż "tamtędy" to za mało precyzyjne, nieokreślone to jest, bo określone być do końca nie może - więc kiedy jestem w tych okolicach, na tej ulicy, która wydaje mi się dokładnie tą samą, przy której wtedy (...) zatrzymuję się czasami i szukam wzrokiem tego domu, tej przybudówki, czegoś, co przypomniałoby mi: to tu! ale nic takiego nie znalazłam przez lata i pewnie nie znajdę już. przechodzę obok, mijam ten dom, jeśli w ogóle go mijam, nie wiedząc, że to właśnie on. dziwne, że pamięć potrafi być tak dziurawa, jakby niektóre fragmenty życia zostały wycięte, wymazane, a inne pozostały nienaruszone, albo dorysowane, przerysowane, podkoloryzowane - pamięć zawsze jest subiektywna, poza tym często kłamie.
pamiętałam lustro, w tej łazience, ciemnej łazience (nie było w niej światła, lub z jakiegoś powodu nie potrafiłam, nie chciałam go włączyć) lustro, przed którym stałam chwilę przed, a może chwilę po (?) nie wiem. na pewno tam stałam patrząc sobie w oczy. stałam tam sama, ale to lustro i moje w nim odbicie było wtedy wystarczającą widownią. tym bardziej, że to była scena z jakiegoś filmu - tak mi się wtedy skojarzyło i taką też scenę odegrałam - przed sobą, przed lustrzanym odbiciem, scenę z filmu, którego nie pamiętam już.
to była rzeczywistość, a sen był wczoraj.
w tym śnie, wczorajszym śnie, runęło wszystko. maska spadła, rozbiła się na kawałki, i nie było o co walczyć, nie było czego zbierać już.
to tylko sen, całe szczęście.
oczywiście, że wrócę do "siebie".