sobota, 23 maja 2026

Jakiś znak (też Ważne)

Wyszło dokładnie tak, jak trzy lata temu. Prawie dokładnie, z tą różnicą że gorzej. Ja nadal jestem na "nie", nadal odmawiam, nadal stawiam opór, ale jednocześnie ratuję się, jak wtedy. Wszystko wygląda dosłownie tak samo - te same myśli, te same emocje, te same zachowania, tylko strach jest większy. Jest, lub raczej był. Pewnie nadal gdzieś we mnie jest, ale w tej chwili go nie czuję, nie dopuszczam go do siebie, odcinam się. Tym razem ryzyko jest większe, poczucie sprawczości niestety mniejsze, mimo tego, wszystko inne: plany, zobowiązania, nakazy, zakazy, całe to "muszę", straciło znaczenie w jednej chwili. Cała ta chora konstrukcja po prostu runęła w konfrontacji ze strachem. Chyba w jednym ze starych wpisów użyłam dokładnie tych samych słów. To nie jest nowość, żadne zaskoczenie, żadne wielkie odkrycie, tak samo było i wtedy, i to akurat jest plus. To jest ten rodzaj wolności, na jaki inaczej nigdy bym sobie nie pozwoliła. Wolności wymuszonej, ale jednak prawdziwej. Boże.
A gdy wróciłam do domu, zaraz po (albo najpóźniej dnia następnego), wyskoczył mi na blogu jeden ze starych wpisów. Tak, jeden z tych sprzed dokładnie trzech lat. Ten sam, o tym właśnie. Właściwie co najmniej kilka ich było wtedy, tych "o tym właśnie", ale ten, o którym wspominam, pisany był z dużej litery //bardzo rzadko to na blogu tym robię, nie jestem pewna co mną wtedy kierowało i czy było to celowe czy nie// to i ten teraz, dla odzwierciedlenia, bo to lustrzane odbicie przecież. Nie wiem czy powinnam dziękować. Chyba... Dziękuję. 

wtorek, 12 maja 2026

o wszystkim właściwie

nie wiem od czego zacząć. może od tego, że dzisiaj zapomniałam, jak się otwiera okno. stałam przed oknem przez dłuższą chwilę i patrzyłam na nie i wydawało mi się, że to jakaś pułapka, czy coś takiego, że jak jej dotknę (tej pułapki), to coś się stanie. coś strasznego. odwróciłam się i usiadłam na podłodze, bo… tak sobie, nie wiem, bo tak czułam, tak chciałam, bo podłoga w tamtej chwili wydawała się najbardziej bezpieczna, ale przez chwilę i tak słyszałam w niej kroki. powietrze pachniało jak kiedyś w szpitalu, nawet nie wiem czy to przyjemne czy nie, a może to w związku z tą przychodnią. na stoliku, czy jak to tam nazwać, wiadomo o co chodzi, mam szklankę z łyżeczką, mam śmieci sprzed wielu dni, zbierane od wielu dni. chyba wyrzuciłam jakąś część kiedyś tam, przedwczoraj, albo raczej dalej, a i tak jeszcze uzbiera się sporo, uzbiera się przed (...)

z sufitu kapie sobie świaaatłooo! (to chyba z jakiejś piosenki, taki tekst, albo by mógł być piosenką, albo tak sobie śpiewam w myślach, bo z czymś mi się kojarzy, ale z jakąś piosenką i tak) takie małe jasne kropelki kąpią - i coś tam dalej. 

nie mogę się doczekać już. naprawdę tęsknię za tym stanem. chyba nie wrócę, chyba mam dość na bardzo długo. nie tego mi brakuje i nie za tym tęsknię, ani też zresztą nie za nim. o czymś innym myślę i o kimś innym myślałam ostatnio, chociaż to też nie tęsknota, co do tej osoby. nie wiem co. może tęsknota jednak, jakiś jej rodzaj, ale nie do końca za samą osobą, no ale... w sumie rozmawiałam też i o tym, takie tam, no niby oczywiste, no tak, tylko że ja raczej mam uczucia, naprawdę, chociaż nie wiem skąd to raczej, nie wiem skąd ta wątpliwość. 

a dzisiaj, tzn. wczoraj, wyłączyli prąd przed samym (...), nie tylko przez to przedlużyło się, przedłuża, chociaż i tak to już bardzo długo trwa, mimo wszystko coraz bliżej, jestem coraz bliżej. tak już mało muszę. tj. mało "muszę". o tym to. 

niedziela, 3 maja 2026

oj tam z tymi tutułami

kiedy otworzyłam oczy po tej długiej nocy, gdzie zdemolowałam wszystko to, co wydawało się prawdziwe, nie było nic innego niż chwilowa refleksja, którą zagłuszyłam po chwili, i którą zagłuszam sobie pięknie od kilku miesięcy już. tylko że to nie do końca tak - to nie jest powód tak naprawdę. nie jest to powodem od dłuższego czasu nawet. to tylko impuls, raczej chwila, później motywem są cechy anankastyczne bardziej, wszelkie schematy: nakazy, zakazy, mogę, nie mogę, muszę. pierwszy raz (w życiu!) trwa to tak długi czas. znam powody oczywiście i one są bardzo przyziemne, tzn. w tej warstwie tu i teraz, bo jasne przecież że jestem zje*em, a każde zje*anie ma głębsze przyczyny, no ale ja nie o tym w tej chwili, nie chodzi mi przecież o grzebanie w korzeniach (o jaaaa! to kiedyś były słowa R ;)) mi chodzi o to by przerwać ten cykl. no i to jak najbardziej JEST PRZYZIEMNE - to, czego potrzebuję by zakończyć go. tak więc jeszcze "chwila" bo brakuje kilku elementów tej układanki - to coś jak puzzle z napisem WOLNOŚĆ, których nie mogę ułożyć, dopóki nie dostanę konkretnych puzzli - bardzo konkretnych, określonych, bo przecież nie da się dopasować innych, trzeba mieć te konkretne... i ja ich nie mam w tej chwili.