sobota, 23 maja 2026
Jakiś znak (też Ważne)
wtorek, 12 maja 2026
o wszystkim właściwie
nie wiem od czego zacząć. może od tego, że dzisiaj zapomniałam, jak się otwiera okno. stałam przed oknem przez dłuższą chwilę i patrzyłam na nie i wydawało mi się, że to jakaś pułapka, czy coś takiego, że jak jej dotknę (tej pułapki), to coś się stanie. coś strasznego. odwróciłam się i usiadłam na podłodze, bo… tak sobie, nie wiem, bo tak czułam, tak chciałam, bo podłoga w tamtej chwili wydawała się najbardziej bezpieczna, ale przez chwilę i tak słyszałam w niej kroki. powietrze pachniało jak kiedyś w szpitalu, nawet nie wiem czy to przyjemne czy nie, a może to w związku z tą przychodnią. na stoliku, czy jak to tam nazwać, wiadomo o co chodzi, mam szklankę z łyżeczką, mam śmieci sprzed wielu dni, zbierane od wielu dni. chyba wyrzuciłam jakąś część kiedyś tam, przedwczoraj, albo raczej dalej, a i tak jeszcze uzbiera się sporo, uzbiera się przed (...)
z sufitu kapie sobie świaaatłooo! (to chyba z jakiejś piosenki, taki tekst, albo by mógł być piosenką, albo tak sobie śpiewam w myślach, bo z czymś mi się kojarzy, ale z jakąś piosenką i tak) takie małe jasne kropelki kąpią - i coś tam dalej.
nie mogę się doczekać już. naprawdę tęsknię za tym stanem. chyba nie wrócę, chyba mam dość na bardzo długo. nie tego mi brakuje i nie za tym tęsknię, ani też zresztą nie za nim. o czymś innym myślę i o kimś innym myślałam ostatnio, chociaż to też nie tęsknota, co do tej osoby. nie wiem co. może tęsknota jednak, jakiś jej rodzaj, ale nie do końca za samą osobą, no ale... w sumie rozmawiałam też i o tym, takie tam, no niby oczywiste, no tak, tylko że ja raczej mam uczucia, naprawdę, chociaż nie wiem skąd to raczej, nie wiem skąd ta wątpliwość.
a dzisiaj, tzn. wczoraj, wyłączyli prąd przed samym (...), nie tylko przez to przedlużyło się, przedłuża, chociaż i tak to już bardzo długo trwa, mimo wszystko coraz bliżej, jestem coraz bliżej. tak już mało muszę. tj. mało "muszę". o tym to.
niedziela, 3 maja 2026
oj tam z tymi tutułami
kiedy otworzyłam oczy po tej długiej nocy, gdzie zdemolowałam wszystko to, co wydawało się prawdziwe, nie było nic innego niż chwilowa refleksja, którą zagłuszyłam po chwili, i którą zagłuszam sobie pięknie od kilku miesięcy już. tylko że to nie do końca tak - to nie jest powód tak naprawdę. nie jest to powodem od dłuższego czasu nawet. to tylko impuls, raczej chwila, później motywem są cechy anankastyczne bardziej, wszelkie schematy: nakazy, zakazy, mogę, nie mogę, muszę. pierwszy raz (w życiu!) trwa to tak długi czas. znam powody oczywiście i one są bardzo przyziemne, tzn. w tej warstwie tu i teraz, bo jasne przecież że jestem zje*em, a każde zje*anie ma głębsze przyczyny, no ale ja nie o tym w tej chwili, nie chodzi mi przecież o grzebanie w korzeniach (o jaaaa! to kiedyś były słowa R ;)) mi chodzi o to by przerwać ten cykl. no i to jak najbardziej JEST PRZYZIEMNE - to, czego potrzebuję by zakończyć go. tak więc jeszcze "chwila" bo brakuje kilku elementów tej układanki - to coś jak puzzle z napisem WOLNOŚĆ, których nie mogę ułożyć, dopóki nie dostanę konkretnych puzzli - bardzo konkretnych, określonych, bo przecież nie da się dopasować innych, trzeba mieć te konkretne... i ja ich nie mam w tej chwili.