L. nie żyje.
wiedziałam, gdy tylko uslyszłam telefon.
Z. nie dzwoni po trzeciej w nocy.
normalnie nie dzwoniłaby.
taki sens
taki cel
taki koniec
straszne
to
jest
L. nie żyje.
wiedziałam, gdy tylko uslyszłam telefon.
Z. nie dzwoni po trzeciej w nocy.
normalnie nie dzwoniłaby.
taki sens
taki cel
taki koniec
straszne
to
jest
przez strach, poddanie, albo przez zwyczajne "nie chciało mi się" (to przecież tak duży wysiłek). bosze, jak bardzo brakuje mi (...) takie ładne gwiazdki, gwiazdeczki. pamiętasz, że wtedy było mi niedobrze? że prawie zemdlałam, na serio. pamiętam to, jakby to było wczoraj. jak weszliśmy do tej łazienki, twojej - znaczy, tej, którą ty wtedy miałeś. dziwne, jak bardzo żywe są niektóre wspomnienia, podczas gdy inne rozmywają się w czasie. trochę śmieszne, że teraz mieszkam niedaleko, no, właściwie od dawna, i kiedy przechodzę tamtędy, chociaż "tamtędy" to za mało precyzyjne, nieokreślone to jest, bo określone być do końca nie może - więc kiedy jestem w tych okolicach, na tej ulicy, która wydaje mi się dokładnie tą samą, przy której wtedy (...) zatrzymuję się czasami i szukam wzrokiem tego domu, tej przybudówki, czegoś, co przypomniałoby mi: to tu! ale nic takiego nie znalazłam przez lata i pewnie nie znajdę już. przechodzę obok, mijam ten dom, jeśli w ogóle go mijam, nie wiedząc, że to właśnie on. dziwne, że pamięć potrafi być tak dziurawa, jakby niektóre fragmenty życia zostały wycięte, wymazane, a inne pozostały nienaruszone, albo dorysowane, przerysowane, podkoloryzowane - pamięć zawsze jest subiektywna, poza tym często kłamie.
pamiętałam lustro, w tej łazience, ciemnej łazience (nie było w niej światła, lub z jakiegoś powodu nie potrafiłam, nie chciałam go włączyć) lustro, przed którym stałam chwilę przed, a może chwilę po (?) nie wiem. na pewno tam stałam patrząc sobie w oczy. stałam tam sama, ale to lustro i moje w nim odbicie było wtedy wystarczającą widownią. tym bardziej, że to była scena z jakiegoś filmu - tak mi się wtedy skojarzyło i taką też scenę odegrałam - przed sobą, przed lustrzanym odbiciem, scenę z filmu, którego nie pamiętam już.
to była rzeczywistość, a sen był wczoraj.
w tym śnie, wczorajszym śnie, runęło wszystko. maska spadła, rozbiła się na kawałki, i nie było o co walczyć, nie było czego zbierać już.
to tylko sen, całe szczęście.
oczywiście, że wrócę do "siebie".
kim ona była, kim będzie. nikt się nawet nie dziwi. to przecież dziewczynka, dziecko. dziecko, dziewczynka. dziewczynka, dziecko, dziewczynka, dziecko. dziewczynka. nikt nawet nie pomyśli. nikt się nie dziwi.
jak wielki mam sentyment, ojej. co ja czuję oprócz tego? no niewiele. sentyment głównie, przede wszystkim. nie wiem czy jest coś więcej. chociaż, właściwie to cała sieć połączeń.
(nie tylko wiadoma osoba, choć o konkretnej była mowa akurat, ale nie tylko ona - ci ludzie w ogóle, albo i bez tego "ci" nawet) istnieje/istnieją TYLKO jako ten znaczący element. bardzo znaczący i wywołujący silne emocje, ale mimo wszystko to jest element (np. danego czasu, danego miejsca, danej scenografii) i nic więcej. chodzi mi o to, że bez (...) nie ma (ich) w moim życiu. tzn. mogliby być sobie już tylko jako wspomnienie. nie ma tęsknoty, ani nawet znaczącej potrzeby utrzymania kontaktu (o tym też wiele razy pisałam odnosząc to do różnych ludzi – ja faktycznie tęsknoty w klasycznym sensie raczej nie odczuwam, jeśli już coś zbliżonego, to chyba coś w rodzaju sentymentu właśnie). który to nawias, czego, lub kogo dotyczy? o kim ja piszę tu?
taksobie. osobie.
taka mnie czeka droga. dróżka.
trzeba iść. trzeba żyć. trzeba być.
nią.
**********
oj, to jednak jest "ostatni dzień" (!) tylko że początek ostatniego dnia. na jedno wychodzi - ostatni. nie trzeba chwilę przed, można wiele godzin. można tak. można też w ogóle bez związku żadnego. no nie wiem. niby można. tylko, że nie ma niczego ponad, albo "bez związku żadnego". nic takiego nie ma w tej chwili.
taki tam trend, raczej zabawa, a rozwinęła się z tego ciekawa rozmowa, dość ciekawa psychoanaliza. to nie jest o tym jak "traktuję" chat. nie tylko.
nie ma dramatów, są tylko przesunięcia. cienie rzeczy, które mogłyby być prawdziwe. bliskość, która zatrzymała się kilka milimetrów od skóry. słowa, które nigdy nie padły.
jest coś takiego jak ślad po myśli - jak odcisk na śniegu, zanim śnieg rozpuści się i zniknie - być może nie ma niczego więcej, to wszystko.