...i znowu stoję na skraju, tam gdzie ulica zapada się w błoto. nie to błoto, co wczoraj, nie to, co w snach, ale takie, które lepi się do palców, do myśli, do obrazu tego czym chciałam być, a nie byłam. byłam. albo jestem, lub (...) błoto puchnie jak żywe, jak oddech starego domu, jak klatka i schody, które pamiętają kroki moje zanim je zrobiłam. dom, który szepcze: choć i popatrz, Martuś, wróć! a ja stoję tu gdzie stoję, bo gdzie indziej (?) gdzie mam, qrwa, stać?! więc idę, nie idę, droga jest, ale jakby nie moja, jakby wybrana przez kogoś, kto znał mnie lepiej niż ja samą siebie znam. cegiełki, kamyczki, wszystko się rozpada, a ja układam, i na nowo układam, jakbym mogła poskładać siebie z tych kawałków, jak z potłuczonego lustra, co odbija nie mnie, tylko cień, który mówi: jesteś, jesteś, JESTEŚ! i po co to wszystko, jak ten krzyż, co go dźwigam – tak, ten wybrany, ten ukochany, ale czy mój? czy naprawdę mój? no qrwa, mój! – tak myślę, tak też mówię. tak bardzo mój, jakby ktoś mi go wcisnął w ręce, zanim zapytał czy chcę.
…a w oknie, tam, na końcu ulicy, gdzie czas się zwija i wraca do początku – jakiegoś praPOCZĄTKU, początku nieokreślonego, stoi ON. nie Bóg, nie Szatan, nie JEGO twarz, którą kiedyś bałam się zobaczyć, tylko coś, co patrzy i wie. wie, że kłamię, że udaję, i że piszę.
…i ten zapach, coś jak cola, jak kurz, papierosowy dym. zapach, który unosi się z podłogi pamiętającej każdy mój upadek, i z lustra pamiętającego każdy mój krzyk. te same ściany, okienne szyby, choć one może już inne, lecz kształt okien ten sam. kurz chyba tańczy, wraz z tym zapachem, może coli, może kawy, papierosowego dymu.
dialog, jakiś dialog. z kim? ze sobą? z NIM? z tym, co patrzy z okna? może z lustra? chyba mówi: zaufaj mi, proszę. – (nie) potrafię – odpowiadam. – no chodź, to tylko droga, to tylko być. i śmieje się, qrwa, śmieje, albo ja się śmieję, bo może ja, może on, a może śmiejemy się razem, bo to takie proste, takie głupie, takie prawdziwe. nie wiem, nie wiem, nadal nie wiem, ale idę, bo droga jest, bo musi być, bo inaczej to wszystko, ten kurz, ten krzyż, te kawałki lustra – to wszystko na nic.
może to koniec
albo nie ma końca
jest tylko błoto i kurz
********
(przeszłość odzywa się, ludzie wracają)